

Proza
Pewnego razu do moich drzwi zapukał Państwowy Rozdawca Marzeń. Nie wyróżniał się nazbyt swoim wyglądem, może za wyjątkiem śmiesznego kapelusza na głowie. Spytał mnie grzecznie jakie jest moje marzenie, po czym z zainteresowaniem oczekiwał odpowiedzi z mojej strony. Stojąc w uchylonych drzwiach mojego mieszkania, ze ścierką przewieszoną przez ramię powiedziałem że przypaliłem mleko i chiałbym polecieć na księżyc, gdyż nie mogę znieść smrodu przypalonego mleka. Tam być może mógłbym uwolnić się od drążącego moje wnętrze przenikliwego zapachu spalenizny. Po krótkiej chwili zastanowienia "urzędnik" oznajmił mi że nie może mi zaoferować realizacji tego marzenia z prostej przyczyny, wachadłowiec nie zabiera na pokład cywilów, chyba że mają forsę. Może natomiast załatwić mi od ręki sanatorium w Ciechocinku. Popatrzyłem na niego z politowaniem. Przecież w Ciechocinku też przypalają mleko, powiedziałem. On rozłożył w bezradności ręce i obróciwszy się na pięcie począł schodzić schodami w dół. Wygląda na to że nie da się niczego zrobić z tym smrodem, trzeba się nauczyć z nim żyć i tyle. Postałem jeszcze chwilkę w tym zamyśleniu, po czym zatrzasnąłem drzwi i poszedłem walczyć z...
...a swoja drogą "urzędnicy" mogli by się bardziej starać.
Powered by
dzs.pl